Kaszki dla niemowląt i nasze z nimi przygody

Opublikowany Autor MamaDodaj komentarz

Czasami chcąc utrafić w gust dziecka trzeba przejść naprawdę długą drogę… Jeśli już nie masz siły, bo Twoje niemowlę pluje każdym nowym posiłkiem przeczytaj naszą opowieść i nie zrażaj się!

Wszystko układało się już tak dobrze, aż nadszedł dzień, którego się obawiałam… Lekarz powiedział, że trzeba rozszerzyć dziecku dietę m.in. o kaszkę. Polecił nawet jedną z nich jako treściwą i bogatą we wszystko, w co kaszka powinna być bogata. Od razu po wyjściu od owego lekarza zaszłam do apteki i dokonałam zakupu.
Następnego dnia rano przystąpiłam do robienia kaszki. Gdy już wymieszałam proszek z wodą poczułam… brzydki zapach. Naprawdę obrzydliwy. Kaszka była pierwszym produktem, o który miałam rozszerzyć dietę dziecka, więc pomyślałam, że zapewne niemowlę jakoś inaczej odbiera zapachy i producent kaszki o tym wie. Ale niestety nie… Maleństwo zdecydowanie ostudziło mój entuzjazm. Pierwszym łykiem kaszki pluło tak daleko, że nigdy bym się nie spodziewała, iż dziecko może pluć na taką odległość. Następnie zacisnęło usteczka i nie wzięło ani jednej łyżeczki więcej. Kolejnego dnia ponowiłam próbę podania kaszki. Tym razem Maleństwo ani razu nie otworzyło buziaka.
Po trzech dniach dałam spokój i poszłam znowu do apteki. Zakupiłam kaszkę, o której lekarz nie wspominał, a do tego okazała się prawie dwa razy tańsza od pierwszej. Po powrocie do domu przygotowałam kaszkę i nauczona doświadczeniem znowu spróbowałam. Wcale nie była zła… Smakowała jabłkowo, pachniała jako tako… Maleństwo też doceniło zmianę, bo zjadło ze trzy łyżeczki. Następnego dnia znowu trzy. Ale trzeciego dnia odmówiło.
Jedna z moich koleżanek twierdziła, że jej dziecko też nie chciało jeść kaszki i po prostu nie jadło. Pomyślałam, że może moje dziecko też zwyczajnie w świecie nie będzie jadło kaszki. Gdy już sobie ją darowałam, zupełnie przypadkiem w supermarkecie zobaczyłam kaszkę bananową bezglutenową za 7 zł, co stanowiło połowę ceny drugiej kaszki i ćwierć ceny pierwszej. Nawiasem mówiąc nie pojmuję tej rozbieżności cenowej, tym bardziej, że gdy porównałam skład, kaszki zawierają mniej więcej to samo. A nawet gdyby nie, nie samą kaszką dziecko żyje i z reszty pożywienia też czerpie witaminy itp. Ale wracając do kaszki z supermarketu: wrzuciłam ją do koszyka. W domu już nie maltretowałam Maleństwa kolejnymi próbami, tylko zrobiłam ja od razu sobie i… Heureka!!! Kaszka była po prostu przepyszna i normalnie pachniała! O dziwo dziecko myslało o niej dokładnie to samo! W ciągu trzech dni doszlismy do zjedzenia całej porcji (200 ml) i je ją do dziś codziennie.
Jakie z tego wnioski? Po pierwsze dziecko też człowiek i nie dawaj mu do jedzenia tego co Tobie nie smakuje. Po drugie nigdy nie można się poddawać. Po trzecie drogi nie znaczy lepszy.

[dzieciennik_plugin_related_posts columns="4" post_type="post" posts_per_page="4" post_thumbnail_size="medium" view="grid" ]

Dodaj komentarz