Święta Bożego Narodzenia i Sylwester

Opublikowany Autor MamaDodaj komentarz

To były pierwsze Święta Bożego Narodzenia i Sylwester, kiedy Maleństwo zorientowało się, że wokół dzieje się coś niecodziennego…

Tegoroczne święta były drugimi w życiu mojego synka. Gdy przeglądałam zdjęcia z zeszłego roku nie mogłam uwierzyć w to, że był taki malusieńki! Pamiętam, jak leżał pod choinką i podziwiał bombki! W tym roku też oglądał świecidełka, ale już z bliska i bardziej z nimi eksperymentował. Starał się np. ugryźć bombkę! Na szczęście w porę interweniowaliśmy…

Święta spędziliśmy rodzinne w górach. Podróż była prawdziwą udręką, ponieważ Maleństwo zaparło się, że nie zaśnie i przechodziło samo siebie psocąc. Pewien Wujek słysząc je przez telefon podobno powiedział, że jeszcze chwila i nie zdecyduje się na posiadanie własnych dzieci… Po przyjeździe na miejsce było już dobrze.

Jedną z atrakcji kolacji wigilijnej było pojawienie się Świętego Mikołaja. Delikatnie rzecz ujmując nie zrobił furory… Maleństwo na jego widok wpadło w płacz i nie uspokoiło się aż do zniknięcia Mikołaja… Nici z ładnych zdjęć…

Niesamowitą frajdą była przejażdżka bryczką. Mały był wniebowzięty. Przez prawie godzinę siedział wygięty tak, aby zza woźnicy móc podziwiać konie i całą drogę naśladował odgłosy kopyt uderzających o podłoże. Przez kilka następnych dni pokazywał na okno i znowu naśladował jak robią konie 🙂

W pobliżu naszego miejsca zamieszkania było  małe zoo. Niestety ani sarny, ani jelenie, ani dziki, kozy czy papugi nie okazały się równie wspaniałymi obiektami obserwacji jak… kury. Już po przyjeździe do domu okazało się, że Maleństwo nazywa „kokoko” wszystkie ptaki. Tłumaczenie, że nie każdy ptak jest kurą jak na razie nie przynosi efektów…

Zachwycające okazały się też kąpiele w basenie. Już dawno mieliśmy zapisać Maleństwo na basen, ale najpierw nie mieliśmy samochodu, a tym samym możliwości dojazdu, a potem Mały zaczął często chorować. Teraz był zachwycony, gdy mógł na wszystkich chlapać, a mama broniła go przed ochlapaniem przez innych.

No i ta obecność Baby, Dziadzi i Cioci… Non stop! Od rana do nocy! I jeszcze Prababa i inna Ciocia i Wujek… Przez kilka dni po powrocie biedne dziecko non stop chciało dzwonić do Baby i najwyraźniej strasznie tęskniło. A’propos! Maleństwo zaczyna wymawiać imię mojej Siostry! Nie ma wątpliwości, że chodzi o nią, chociaż nie wypowiada ostatniej litery. Swoją nazwę zyskały też wszelkie sprzęty wydające szumy (odkurzacz, suszarka). Jest nią „glii”. Może ktoś wie, skąd „glii”, bo ja nie mam pojęcia?

Wróćmy jednak do świąt, a raczej przejdźmy do Sylwestra. Wszyscy troje spędziliśmy go chorzy w domu. Maleństwo zostało obudzone przez fajerwerki. Najpierw się przestraszyło i płakało. Wzięliśmy je do okna, żeby pokazać co się dzieje. Od tego momentu Mały nie ruszył się przez 40 min, patrzył z otwartą buzią i tylko powtarzał co chwilę „bum bum”. Musiało to na nim zrobić ogromne wrażenie, bo do tej pory gdy się budzi w nocy pokazuje na okno i mówi „bum bum”…

Powinnam od tego zacząć! Dodam jeszcze, iż życzę Państwu wszystkiego najlepszego w 2012 roku!

[dzieciennik_plugin_related_posts columns="4" post_type="post" posts_per_page="4" post_thumbnail_size="medium" view="grid" ]

Dodaj komentarz